#mobilephototrip – Częstochowa

17 listopada wylądowałam w Częstochowie w ramach czwartej edycji Mobile Photo Trip, która przypada na 2018/2019 rok i zakłada odwiedzenie z telefonami komórkowymi 10 miejsc. Częstochowa w listopadzie, a w planach Zielona Góra, Świdnica, Kłodzko, Wałbrzych, Opole, Gdynia i już w grudniu – moje własne miasto – Tychy.

Mobile Photo Trip Częstochowa – pierwszy raz mnie ktoś nazwał fotografem 🙂

Mobile Photo Trip

Ideą mobile photo tripów jest rozwój i promowanie fotografii i fotografów mobilnych. W tym celu ludzie współdzielący pasję do mobilnej fotografii spotykają się w różnych miejscach Polski, wymieniają doświadczeniami i dzielą umiejętnościami, a przy okazji poznają okolicę. Efekty tych spotkań można obserwować na instagramie. Co miesiąc od września do czerwca spotkanie odbywa się w innym mieście.

Częstochowa

Częstochowa nigdy mi się nie podobała. Komuś, kto musi przez nią przejeżdżać kojarzy się tylko źle – ograniczenia, korki, dziury w drodze lub tarka zamiast asfaltu, radary… Widoki z drogi też nie zachęcały do polubienia miasta – setki reklam, postkomunistyczne budy z blachy falistej… Oczywiście więcej dziur i wiecznie trwające roboty drogowe. O próbach przedostania się przez miasto w sierpniu nie wspomnę – pamiętam przynajmniej dwie takie jazdy autokarem przez Częstochowę w tym miesiącu, które skutkowały kliku godzinnymi opóźnieniami.

Jedyna wycieczka do Częstochowy na jaką pojechałam nie poprawiła jej wizerunku w mojej głowie, ale czemu nie próbować dalej? 🙂 Po kilku latach, które minęły od mojej ostatniej wizyty wiele się mogło zmienić, ale niestety wiele się nie zmieniło. Może Częstochowa nie jest taka brzydka, jak mi się wydawało, ale zdecydowanie jest nudna. Bardzo nudna. I brzydka też – ruiny praktycznie w środku miasta nie powinny się znajdować i ciężko mi wymyślić powód, dla którego nikt takich miejsc nie porządkuje.

 

 

Mimo wszystko jest jedna rzecz, którą zdecydowanie warto w Częstochowie obejrzeć, a są to murale. Jak będziecie w mieście – choćby przejazdem – warto zerknać. Świetna ściana znajduje się na przykład przy dworcu PKP; mural Wieża Babel jest przy placu, na którym znajduje się ratusz.

 

Zapraszam na profil Mobile Photo Trip, a kto chce, może się jeszcze załapie na wycieczkę do Tychów, albo innego miejsca na mapie tej edycji. Warto również przejrzeć zdjęcia uczestników wycieczki – wystarczy wyszukać #mobilephototrip_czestochowa na instgramie 🙂 Miłego oglądania.

Bielsko-Biała – po drugiej stronie Partyzantów

„Swego nie znacie…” to blogowy cykl o podróżach najmniejszych, po najbliższej okolicy Tychów, w których mieszkam, a których okolice zawsze traktowałam po macoszemu. O zwiedzaniu Katowic, które zawsze były tylko miejscem, w które się jechało na ciuchy, Bielska – które było jedynie bazą wypadową w góry i innych miejsc, które nie wydają się być ciekawe, a są. Dzisiaj właśnie Bielsko-Biała

BIELSKO-BIAŁA JAKIEJ NIE ZNAŁAM

Bielsko-Biała – baza przesiadkowa w góry, galerie handlowe, sklepy tekstylne, które w innych rejonach śląska wyginęły, dużo samochodów, mało zieleni… Takie miałam zawsze skojarzenia z Bielskiem. Nie widziałam w nim nic ładnego, ale kolejne osoby wmawiały mi, że nie wiem o czym mówię, więc po krótkiej naradzie z wujkiem google wyruszyłam znaleźć coś ładnego w Bielsku. Jakie było moje zdziwienie, kiedy faktycznie znalazłam wiele takich miejsc. Wystarczyło przejść na drugą stronę ulicy Partyzantów – na którą nigdy nie przechodziłam.

Pierwszym punktem na trasie był zamek książąt Sułkowskich, którego bryłę znałam, jako że jest on tuż przy głównej arterii. Zaskoczył mnie natomiast wewnętrzny zadaszony dziedziniec, którego się nie spodziewałam i który robił spore wrażenie.

Zdziwieniem dla mnie było też, że w Bielsku jest nieznany mi rynek, ponieważ zawsze sądziłam, że centrum miasta jest gdzieś w okolicy centrów handlowych.

Bielsko-Biała rynek

ULICE PODCIENIE I SCHODOWA

Często w wyszukiwaniach, jako warte obejrzenia, pojawiały się ulice Podcienie i Schodowa. Obie totalnie zaniedbane i wymagające remontu, ale mimo tego posiadające swój czar.

Ulica Schodowa, jest ulicą graniczną Starego Miasta od strony południowej – jest częścią niezmiennego, średniowiecznego układu miasta.

Bielsko-Biała ulica Podcienie
Ulica Podcienie
Kamienica, u. Podcienie
ul. Schodowa

BIELSKI SYJON

Bielski Syjon to ewangelicka dzielnica Bielska Białej. Jej centralną część stanowi plac Marcina Lutra, przy którym znajdziemy między innymi kościół p.w. Zbawiciela z końca XVIII wieku.

Kościół p.w. Zbawiciela, przy którym znajduje się pomnik Marcina Lutra

Nazwa Bielski Syjon nawiązuje do Syjonu w Jerozolimie, prawzoru świętego miejsca i społeczności skupionych wokół niego wiernych.

Bielsko-Biała cmentarz ewangelicki
Brama cmentarza ewangelickiego założonego w 1833 roku.

W dzielnicy znajdują się następujące zabytki:

  • kościół p.w. Zbawiciela i znajdujący się przy nim – jedyny w Polsce – pomnik Marcina Lutra, oraz plebania kościoła
  • budynek Wyższej Szkoły Administracyjnej, dawniej szkoła męska i seminarium nauczycielskie,
  • budynek szkoły podstawowej nr 2 – dawniej szkoła żeńska,
  • stary cmentarz ewangelicki
  • Gimnazjum i Liceum Towarzystwa Szkolnego im. M. Reja,
  • Budynek Ośrodka Wydawniczego Augustana
  • studnia pastorów
  • Pomnik Wdzięczności i Miłości
  • Dom Opieki SOAR – zbudowany w latach 1906–1907 jako sierociniec ewangelicki
  • Prokuratura Okręgowa – gmach zbudowany w 1905 jako Śląski Ewangelicki Dom Diakonis (sióstr zakonnych
Bielsko-Biała bielski syjon
Budynek Wyższej Szkoły Administracji 1863-65

RATUSZ I OKOLICE

Neorenesansowy ratusz Bielska położony jest – o dziwo 😛 – przy placu Ratuszowym. Powstał pod koniec XIX wieku. Na przeciwko ratusza znajduje się biuro informacji turystycznej.

ratusz bielsko rynek

Bielsko-Biała ratusz wieża zegarowa
Wieża z zegarem, jako wyraz dobrobytu, była jednym z wymagań dla architektów stających do konkursu na projekt ratusza.

Bielsko-Biała

Bielsko-Biała kamienica

Pałac Pławniowice

„Swego nie znacie…” to blogowy cykl o podróżach najmniejszych, po najbliższej okolicy Tychów, w których mieszkam, a których okolice zawsze traktowałam po macoszemu. O zwiedzaniu Katowic, które zawsze były tylko miejscem, w które się jechało na ciuchy, Bielska – które było jedynie bazą wypadową w góry i innych miejsc, które nie wydają się być ciekawe, a są. W dzisiejszym wpisie Waszej uwadze poleca się Pałac Pławniowice.

PAŁAC PŁAWNIOWICE – GDZIE GO ZNALEŹĆ?

Pałac Pławniowice znajduje się nad Kanałem Gliwickim, nad którym do miejscowości dostajemy się cudownie różowym mostem po tym, jak zjedziemy z A4 zjazdem 287, zapłacimy haracz autostradowy w wysokości 2,8 w SPO Łany i przetrwamy wysoce niekomfortową, choć krótką jazdę brzegiem Jeziora Pławniowice. Szczęśliwie zjazd na pałac jest oznaczony na A4, bo w innym wypadku prawdopodobieństwo trafienia do niewielkich Pławniowic byłoby bliskie zero. Jednak kiedy zobaczy się jedną tablicę informacyjną wystarczającą ilość razy zawsze w końcu się człowiek zainteresuje dokąd ona prowadzi.

Same Pławniowice są niewielką wioską, o której nawet wikipedia niewiele ma do powiedzenia, ale mogą się pochwalić takim oto pięknym domem pomocy społecznej:

pławniowice pomoc społeczna

pławniowice spichlerz dworski
Spichlerz dworski znajdujący się na przeciwko pałacu

HISTORIA PAŁACU W PŁAWNIOWICACH

Historia pałacu w Pławniowicach zaczyna się w roku 1798 kiedy to dobra pławniowickie przejmuje hrabia Karol Franciszek von Ballestrem, pochodzący z Włoch oficer pruski, protoplasta śląskiej linii Ballestremów, w rękach których Pławniowice pozostają do 1945 roku. Zaprojektowanie i budowę pałacu, siedziby rodowej  zlecono w 1737 roku. Budowa zakończona została w 1885 roku. Pałac zbudowany jest w stylu neomanieryzmu niderlandzkiego i jak podają na stronie „cechuje go specyficzne zróżnicowanie kolorystyczne i fakturowe murów szczególnie kamiennych detali i czerwonych ceglanych płaszczyzn ścian”, co przekłada się na: nie da się temu zrobić żadnego symetrycznego zdjęcia. Jest on za to bardzo ciekawy i malowniczy.

pałac pławniowice front

Po wojnie pałac przekazano kościołowi. W Pławniowicach powstała parafia. Kaplica oraz zachodnie skrzydło zostało przeznaczone na plebanię, pozostałe pomieszczenia przeznaczono na klasztor, dla przesiedlonych ze Lwowa, Sióstr Benedyktynek od Nieustającej Adoracji Najświętszego Sakramentu, które przebywały tu do 1976 r. Z opowieści przewodnika dowiadujemy się między innymi o tym, jak pomieszczenia pałacowe służyły za magazyny zboża, sala jadalna, za suszarnię prania ze sznurami zawieszonymi na gwoździach wbitych w zabytkową boazerię.

pałac pławniowice

Ponownie dobrze zaczęło się dziać w pałacu po jego przejęciu przez Diecezję Gliwicką. Na stronie przeczytacie, że wymieniono dachy, wykonano generalny remont, „odnowiono stolarkę okienną i drzwiową”… Od przewodnika natomiast usłyszycie mniej obojętny opis tego, jak na ratowanie pałacu od zawalenia trzeba było szukać pieniędzy za granicą, mimo iż jest to polski zabytek, jak na każdą zleconą naprawę trzeba było zbierać z opłat za zwiedzanie itp., jak trzy osoby zamieszkujące plebanię własnymi rękoma przeprowadzały prace remontowe i rekonstrukcyjne. Niekiedy, dzięki wkładowi okolicznych wielbicieli historii prace trzeba było wykonywać ponownie – między innymi założyć nowe, plastikowe rynny po tym, jak bardziej akuratne metalowe zostały skradzione.

pałac pławniowice dziedziniec wewnętrzny
Dziedziniec wewnętrzny

pałac pławniowice dziedziniec wewnętrzny

Obecnie Pałac Pławniowice pełni funkcję Ośrodka Edukacyjno-Formacyjnego Diecezji Gliwickiej. Znajdują się w nim pokoje noclegowe, kaplica, w której odbywają się nabożeństwa, sala konferencyjna i zaplecze gastronomiczne. Na dziedzińcu odbywają się koncerty plenerowe, a w parku sesje fotograficzne, o których też usłyszymy od przewodnika parę słów [np. historia o magnolii, która zamiast cieszyć oko kwiatami zostaje z nich ogołocona, żeby można było nakręcić parę młodą w deszczu kwiatów].

PARK

Historia parku, który mieści się na powierzchni 3,5ha zaczyna się w 1881 roku, kiedy hrabia Ballestrem wykupił ziemię pod park. Na terenie parku posadzono kilkaset gatunków drzew i krzewów. W okresie powojennym park ulegał stopniowej dewastacji. Prace konserwatorskie, podobnie jak w przypadku pałacu, rozpoczęły się wraz z przejęciem pałacu przez Diecezję Gliwicką. Dziś jest on bardzo przyjemnym miejscem na spacer, czy posiedzenie na ławeczce.

ZWIEDZANIE PAŁACU

Wnętrza pałacowe można zwiedzać w czwartki i w niedziele. Niestety zdjęcia w nich robione są tylko na użytek własny, nie do publikacji. Pozwolenie na robienie zdjęć kosztuje 15 złotych. Jeśli jednak ciekawi jesteście wnętrz ,możecie na nie spojrzeć na stronie pałacu – wirtualny spacer.

pałac pławniowice kaplica
Sufit przypałacowej kaplicy

Zwiedzanie pałacu zaczyna się w kaplicy przypałacowej, w której od przewodnika, stacjonującego na miejscu księdza dowiadujemy się trochę na temat historii pałacu, jego renowacji i tego, co czeka dalej. Bilety na zwiedzanie kosztują 8 zł i płaci się za nie przed zwiedzaniem u przewodnika.

INFO

zwiedzanie pałacu: czwartek 11:00 / 13:00 [od kwietnia do września], niedziela – od kwietnia do czerwca i wrzesień – 16, lipiec i sierpień – 14:00/ 15:00/ 16:00/ 17:00

Bilet na zwiedzanie pałacu – 8,00 normalny / 5,00 ulgowy

Bilet wstępu do parku – 3,00 normalny / 1,50 ulgowy

Park otwarty w okresie wiosenno-letnim 8:00-20:00, w okresie jesienno-zimowym 8:00-16:00

Możliwe jest odpłatne zorganizowanie sesji zdjęciowej w parku

SWEGO NIE ZNACIE…

W cyklu pojawiły się również: Ogrody Kapias w Goczałkowicach, Skansen w Chorzowie.

Swego nie znacie… Ogrody Kapias w Goczałkowicach

„Swego nie znacie…” to blogowy cykl o podróżach najmniejszych, po najbliższej okolicy Tychów, w których mieszkam, a których okolice zawsze traktowałam po macoszemu. O zwiedzaniu Katowic, które zawsze były tylko miejscem, w które się jechało na ciuchy, Bielska – które było jedynie bazą wypadową w góry i innych miejsc, które nie wydają się być ciekawe, a są. Zapraszam na kilka zdjęć z wycieczki do Ogrodów Kapias w Goczałkowicach.

Ogrody Kapias w Goczałkowicach

O Ogrodach Kapias słyszałam wielokrotnie, ale nigdy nie wydawało mi się to warte wycieczki. Ogród? Wchodzisz do czyjegoś ogrodu i patrzysz jak go urządził? Pewnie jakiś krzak wycięty w łabędzia i przejście pod różami, jakaś pergola… 5 minut i do domu. Trochę się pomyliłam.

Fragment Starych Ogrodów

Ogrody Kapias w Goczałkowicach, to ogrody pokazowe – Stary i Nowy – położone w Goczałkowicach. Pomysł na nie powstał w 1979 roku, kiedy właściciel obiektu zaczął sadzić rośliny i aranżować ogrody i coraz to nowe zakątki chcąc dzielić się z innymi swoją pasją do roślin i aranżacji ogrodów.  Stare Ogrody – znacznie mniejsze od Nowych znajdują się na ulicy św. Anny 4, a praktycznie na przeciwko, przy ul. Zimowej 24 znajdują się Nowe Ogrody położone na terenie o powierzchni czterech hektarów.

Widok na ogród angielski na terenie Nowych Ogrodów
Aleja z parasolami
Ogród kaktusów
Lustra popowieszane tak, że wyglądały jak okna wyglądające na nieskończony ogród, też dobry pomysł do wykorzystania na działce o małej powierzchni.
Ogród Skandynawski

Wszędzie pełno było owadów i pięknych motyli, które dość chętnie pozwalały się fotografować.

Motyl na murze w Ogrodzie Kapias

Udało mi się podpatrzeć – zwłaszcza w Starych Ogrodach parę dekoracji, które sama chętnie wykorzystam – na przykład na Ranczu Mamuni [czyt.: działce mamy]. Podwieszane na gałęziach klateczki dla ptaków, różnokolorowe skrzynki na kwiaty, ramy okienne pomalowane na wiosenne kolory…

Na terenie Ogrodów organizowane są różnego rodzaju imprezy tematyczne takich jak Dni Otwarte, podczas których organizowane są m.in. zajęcia dla najmłodszych, czy Kolory Września.

Informacje praktyczne

  • Wstęp na teren Ogrodów jest bezpłatny
  • Zaraz za wejściem do Nowych Ogrodów znajduje się parking dla rowerów
  • Na terenie Nowych Ogrodów znajduje się Restauracja Kapias, oraz Centrum Ogrodnicze.
  • Jest plac zabaw dla dzieci, a dla dorosłych leją piwo 🙂

Godziny pracy Ogrodów według miesięcy

Miesiąc Dni Godziny
7 sty­cz­nia – 28 lutego poniedzi­ałek – niedziela 10.0017:00
1 marca – 31 października poniedzi­ałek – niedziela 10.0019:00
1 listopada – 23 grudnia poniedzi­ałek – niedziela 10.0018:00

Ogrody są nieczynne w dni świąteczne lub w okresie okołoświątecznym. Dokładne dane znajdziecie na stronie. Na stronie znajdziecie też porady ogrodnicze, katalog roślin, które można znaleźć w ogrodzie, czy mapkę ogrodu.

Swego nie znacie… Skansen w Chorzowie

„Swego nie znacie…” to blogowy cykl o podróżach najmniejszych, po najbliższej okolicy Tychów, w których mieszkam, a których okolice zawsze traktowałam po macoszemu. O zwiedzaniu Katowic, które zawsze były tylko miejscem, w które się jechało na ciuchy, Bielska – które było jedynie bazą wypadową w góry i innych miejsc, które nie wydają się być ciekawe, a są.

To w tytule, to nie pomyłka – w Chorzowie, obok Parku – który nawiasem mówiąc jest ogromny, czego nie pamiętałam z dzieciństwa – i zoo jest skansen, o którym nie miałam pojęcia. I na pewno sporo z Was też o nim nie wie. Dowiedziałam się o nim przypadkiem patrząc na mapę google, żeby dowiedzieć się, jak wrócić do auta i poszłam bez najmniejszych oczekiwań, gotowa wyjść po pięciu minutach. Spędziłam tam ze trzy godziny 🙂

Skansen w Chorzowie

Skansen w Chorzowie to Muzeum „Górnośląski Park Etnograficzny w Chorzowie”. Na jego terenie znajdziecie sporo gospodarstw – z wyposażeniem z różnych rejonów Górnego Śląska, młyn, kapliczki, dwa kościoły – łącznie ponad 100 obiektów. Można wejść do chat zamożnych chłopów – które chyba najmniej mi się podobały jeśli chodzi o wnętrza – i tych biedniejszych, obejrzeć używane przez nich sprzęty i przedmioty codziennego użytku. Są wozy, są zwierzątka… W najdalej położonym punkcie zaułek zmory – co tłumaczy się najwyraźniej jako chatę zielarki. Jest karczma, w której można się napić naprawdę dobrego piwa… Ale co dla mnie najpiękniejsze – w samym środku wielkiej aglomeracji śląskiej, wśród pachnących lip i śpiewu ptaków i całego tego drewna poczuć się sielsko, anielsko i wiejsko i po prostu odetchnąć.

Krajobraz - skansen w Chorzowie

Skansen w Chorzowie - chata

Sklep - skansen w Chorzowie
Wiejski sklep

skansen w Chorzowie - wnętrze chaty

Zaułek zmory

Moim ulubionym miejscem, z którym konkuruje może jedynie zagroda z koniem, jest Zaułek Zmory, czyli – mniej romantycznie – chałupa z Kaliny z 1851 roku. Ekspozycja wewnątrz dotyczy ziołolecznictwa ludowego, a pod oknami rośnie mięta, melisa i inne zioła. W domu na ścianach suszone bukiety roślin, przyjemny chłodek… Dookoła cisza, bo chata położona trochę na uboczu w najdalszym zakątku parku. Przed domem ławeczka… Wprowadzałabym się dzisiaj 🙂 Nawet mogę się przebrać i te zioła zbierać, suszyć, ważyć napary… Przynajmniej do tej pracy nie musiałabym nakładać make-up’u.

Zaułek Zmory w skansenie w Chorzowie
Wnętrze domu – jest w czym warzyć 

Pozostałe atrakcje w muzeum

W skansenie możecie urządzić ognisko, zorganizować dziecku urodziny, czy nawet zorganizować ślub – wynająć drewniany kościółek, a wesele urządzić w jednej z zagród. Jeśli to trochę za dużo – można wpaść na sesję plenerową. Oczywiście po przekazaniu odpowiedniej sumy polskich złotych.

Kościół w muzeum w Chorzowie
Drewniany kościół z Nieboczowa z 1791 roku

W wyznaczonych godzinach i dniach można w muzeum wysłuchać dobranocki – opowieści i bajań, albo strasznych historii – podobno tylko dla ludzi o mocnych nerwach.

strona muzeum //

Trasa rowerowa Władysławowo – Hel

Obie z mamą nie przepadamy za leżeniem na plaży i prażeniem się w słońcu – chociaż ciepełko jest pośród rzeczy przez nas bardzo lubianych, dlatego podczas wakacyjnego pobytu w Jastrzębiej Górze starałyśmy się urozmaicać  czas wycieczkami i różnymi aktywnościami. Jeden z dni poświęciłyśmy na wycieczkę rowerową do Helu, która wiodła trasą rowerową Władysławowo – Hel.  Dołożyłyśmy do niej jeszcze dojazd z Jastrzębiej Góry, w której wynajęłyśmy rowery, do Władysławowa.

TRASA ROWEROWA WŁADYSŁAWOWO - HEL

Trasa naszej wycieczki przedstawiała się tak:

rowerem: Jastrzębia Góra – Władysławowo – Chałupy – Kuźnica – Jastarnia – Jurata – Hel – kutrem: Hel – Jastarnia, rowerem: Jastarnia – Kuźnica – Chałupy – Władysławowo – Jastrzębia Góra

Jak widać trochę oszukiwałyśmy i w Helu zmieniłyśmy środek transportu. Udało nam się dzięki temu zaoszczędzić trochę czasu na obiad 🙂

Władysławowo, Chałupy

Przejazd przez Władysławowo i Chałupy z powodu dużej ilości pieszych chodzących drogą dla rowerów jest najmniej przyjemną częścią trasy. Po jednej stronie mamy drogę, po drugiej pola biwakowe i namiotowe. Jest ruch, nie da się szybko jechać i trzeba cały czas uważać na auta i ludzi. Na szczęście ten etap podróży nie jest zbyt długi. Dalsza jazda ścieżką, to już czysta przyjemność.

TRASA ROWEROWA WŁADYSŁAWOWO - HEL
ROWEREM PRZEZ PÓŁWYSEP HELSKI, XIĄŻĘ XAWERY W CHAŁUPACH

W Chałupach częstym widokiem są windsurferzy. Przy sprzyjającej pogodzie niebo i woda usiane są żaglami, a brzegi fotografującymi je turystami.

TRASA ROWEROWA WŁADYSŁAWOWO - HEL
ROWEREM PRZEZ PÓŁWYSEP HELSKI, PORT CHAŁUPY

Kuźnica

Kuźnica spodobała mi się najbardziej, spośród wszystkich miejscowości na trasie. Może nie zachwyca architekturą, wielkim portem, ujmuje za to spokojem i brakiem turystycznego zgiełku. W szczycie sezonu na plaży nie było tłumów, ani skomplikowanych budowli parawaniarskich. Nie widziałam straganów z tandetnymi pamiątkami, nie unosił się smród spalonego oleju… Jednym słowem – Kuźnica to całkowite przeciwieństwo Władysławowa. W morzu się nie kąpałyśmy, ale widać było, że woda jest dość płytka i spokojna, co może być atutem dla osób chcących spędzić wakacje nad morzem z dziećmi.

W Kuźnicy spodobało nam się na tyle, że zatrzymałyśmy się na chwilę odpoczynku. W restauracji Przetwórnia wzięłyśmy deczko za słodką lemoniadę, podaną – oczywiście 🙂 – w słoiku oraz przepyszne ciasto czekoladowe. Takie, które może się śnić po nocach.

Jastarnia

Jastarnia to miejscowość typowo turystyczna, dlatego przejechałyśmy przez nią szybko. Jest tam sporo turystów, a także podturystycznych rozrywek i straganów. Znajduje sę tam też molo z lunetami.

Jurata

„W pewnej chwili rozwarły się fale morza i wynurzyła się z nich młoda nadzwyczaj urokliwa dziewczyna. (…) – Nie lękajcie się – odezwała się (…) melodyjnym głosem – jestem królową tej wody. (…) Zwą mnie Jurata.”

TRASA ROWEROWA WŁADYSŁAWOWO - HEL
MOLO W JURACIE, WYCIECZKA ROWEREM PRZEZ PÓŁWYSEP HELSKI

Za Juratą tracimy z oczu wodę, a trasa staje się mniej cywilizowana, za to bardziej ciekawa.  Gruntowa ścieżka prowadzi wzdłuż drogi po zalesionych wydmach więc płaskich odcinków jest niewiele. Zakręty, podjazdy, zjazdy… Mi krew zaczęła w końcu szybciej krążyć w żyłach, a mama „przesiadła się” na asfalt stwierdzając, że dla niej jednak emocji na tym odcinku trasy jest trochę za dużo. Taką trasą dojeżdżamy do Helu, który okazał się bardzo uroczym, chociaż niestety lekko tłocznym miasteczkiem.

TRASA ROWEROWA WŁADYSŁAWOWO - HEL
WYCIECZKA ROWEROWA PRZEZ PÓŁWYSEP HELSKI, NIEDALEKO HELU

Hel

Jako że czas płynął nieubłaganie, a i nasze nieprzyzwyczajone do dłuższych tras pupy miały trochę dość, zdecydowałyśmy się na zmianę środka transportu i wsiadłyśmy na kuter do Jastarni. Rejs trwał około godziny i był miłą odmianą po ponad czterdziestu kilometrach w siodełku. Dla dodatkowych pozytywnych wrażeń kapitan poczęstował nas domowym ciastem 🙂 Z pokładu miałyśmy możliwość objęcia wzrokiem półwyspu od Helu do Jastarni i dystans dzielący oba te miasteczka robił wrażenie. A przecież była to jedynie część trasy.

Dobre rady

Osobom planującym tak długą trasę rowerową proponuję zaopatrzyć się w łatki do dętek lub zapasową dętkę odpowiedniego rozmiaru. Niestety „udało” mi się złapać gumę i ostatnie prawie 10km musiałam przejść pieszo, bo jedyna napotkana po drodze wypożyczalnia rowerów nie miała dętek w potrzebnym rozmiarze.


Liczby:

  • Długość trasy Jastrzębia Góra – Hel: 42km
  • Długość trasy Jastarnia – Jastrzębia Góra: 28km
  • Ilość przejechanych kilometrów: 70
  • Koszt wynajęcia rowerów w Jastrzębiej Górze: 30-40zł/rower/dzień lub dobę [zależy od wypożyczalni]

Linki:

28th Walk the Wight – czyli największy sponsorowany spacer w Europie

Walk the Wight – co to takiego?

Walk the Wight jest najdłuższym spacerem – z braku lepszego określenia, chociaż dla wielu nazwanie 26milowego marszu spacerem mogłoby się wydać delikatnym niedopowiedzeniem – odbywającego się  corocznie na Isle of Wight w Wielkiej Brytanii spacerowego festiwalu [walk festival – kto ma lepsze tłumaczenie niech się zgłosi :)] Isle of Wight Walking Festival.  Trasa spaceru prowadzi w poprzek wyspy z Bembridge na wschodzie poprzez zamek w Carisbrooke do Needles na zachodzie wyspy. Wybrać można jedną z trzech opcji:

  • przejście całej trasy – 26.5 mili
  • przejście tylko pierwszej połowy do zamku Carisbrooke – 12.5 mili
  • przejście tylko drugiej połowy od Carisbrooke do Needles – 14 mil

Wszystko, jak to często bywa, zaczęło się od dwóch pasjonatów porannych spacerów, którzy pewnego dnia wraz z przyjaciółmi postanowili przejść wyspę z jednego końca na drugi. Byli to Bill Bradle i Frank Stevens, którzy chcieli pokazać innym piękno wyspy. Wkrótce pojawił się pomysł, że spacerowiczów można sponsorować, a że znaleźli się i sponsorzy i cel – rezonans magnetyczny – spacery stały się sponsorowane. Wkrótce pojawił się na wyspie nie tylko nowy rezonans, ale także tomograf, a następnie celem zostało Hospicjum im. Hrabiego Mountbattena, które jest beneficjentem Walk the Wight do dziś. Dwudziestu pięciu spacerujących zmieniło się w około dwanaście tysięcy, a Walk the Wight stał się największym tego typu wydarzeniem w Europie.

W tym roku Walk the Wight odbył się po raz 28 i była to o tyle specjalna edycja, że wśród idących byłam ja, a co więcej – nie umarłam na trasie i mogę Wam teraz o tym opowiedzieć.

28th Walk the Wight

Na Walk wybrałam się z siostrą i kilkorgiem jej znajomych. Wybraliśmy do przejścia drugą połowę po pierwsze dlatego, że pierwsza podobno [Sylwia szła całość wcześniej, no i mieszka na wyspie] jest nudna, a po drugie – bo trochę się bałam tylu mil pamiętając, że bywa tam stromo i może padać. Jak na większości naszych tras podczas tego pobytu Sylwia zdołała nas zgubić jeszcze zanim dotarliśmy na start trasy, gdzie miałyśmy się spotkać z resztą grupy. Na szczęście udało nam się jakoś spotkać i ruszyliśmy w trasę.

Wiecie co? Nie było tak źle. Nie zaszkodziłoby, gdybym była w odrobinę lepszej kondycji, albo gdybym przez ostatni rok chodziła coś więcej, niż z auta i do auta [stopy mi prawie odpadły], ale atmosfera Walku, pogoda, widoki, towarzystwo sprawiły, że było naprawdę fajnie, dość łatwo i przyjemnie.

Na trasie zlokalizowane były miejsca, w których można było skorzystać z toi toia, wpisać sobie międzyczas na specjalną kartę, coś zjeść i odpocząć, ale nasi towarzysze mieli już konkretne miejsce na odpoczynek w planach, więc nie zostawaliśmy dłużej w żadnym z nich. Podobało mi się, że myśleli tam nie tylko o ludziach, ale także o towarzyszących im psach, dla których była woda i przysmaki.

Jedna ze stref postojowych – miejsce na piciu, siku i nawet ciasteczka dawali. Dla psów też były ciasteczka.

Kiedy w końcu zatrzymaliśmy się na przerwę, okazało się, że miałyśmy całkiem inne podejście do tematu. W Polsce na takiej przerwie każdy, tak jak my teraz wyciągał kanapkę, zjadał ją, popijał czymś  i szło się dalej. Tutaj w ruch poszły dania obiadowe, sałatki i – jak mogłoby się bez tego obyć – paczuszka chipsów na koniec. Do tego kawka, herbatka, klachy…. 🙂 Troszeczkę mi się nudziło – kanapka i power bar nie trwały tak długo 🙂

Popas gdzieś za połową, na tyle długi – co niektórzy zabrali ze sobą cały piknik – że mogłam się zdrzemnąć
Tu było już widać gdzie się kończy trasa – i nie wiem czy to było dobre czy nie 🙂
Jeszcze parę podejść i zejść i można będzie odpocząć

Jak zauważyliście na zdjęciach mieliśmy piękną pogodę, ale wyobraźcie sobie, że idziecie tą trasą w deszczowy, wietrzny dzień [a tam potrafi wiać]. Jest zimno i ciemno i macie dość i nagle słyszycie w oddali dudy. Oczywiście myślicie, że z głodu, chłodu i zmęczenia dostaliście halucynacji – tak moja siostra dowiedziała się o Szkocie, który zawsze jest z dudami na końcu trasy. Ja byłam uprzedzona – plus w pełnym słońcu było zdecydowanie mniej szkocko, ale nadal – dźwięk dud sprawił mi sporo radości 🙂 w końcu koniec.

iow walk the wight
Szkot grający na dudach na końcu Walk of Wight

A na każdym końcu musi być nagroda i myślę, że widok Alum Bay spokojnie może za taką robić…

iow walk the wight needles
Cudowny widok na koniec Walk the Wight – Alum Bay w pełnej krasie

Oczywiście dostaliśmy też medale! Daaaaa Ahhhhh 🙂

Na mecie z medalami

Odwiedź Isle of Wight

Wyspa Wight, to doskonałe miejsce na wakacje i na pewno nie jeden raz jeszcze na blogu zagości, a jeśli Wy szukacie miejsca na wakacje z dala od zgiełku dużych miast, wśród przepięknych krajobrazów, gdzie możecie wędrować godzinami wzdłuż klifów, przez lasy i pola rozważcie wybór Wight.

Na zachętę polecam instagrama wyspy, na którym znajdziecie zdjęcia z tego raju 🙂 WEŹ MNIE DO RAJU

 

“Take it and come to the Isle of Wight: 
Where, far from the noise of smoke and town,
I watch the twilight falling brown
All around a careless-ordered garden,
Close to the ridge of a noble down.”

~ Alfred, Lord Tennyson