28th Walk the Wight – czyli największy sponsorowany spacer w Europie

Walk the Wight – co to takiego?

Walk the Wight jest najdłuższym spacerem – z braku lepszego określenia, chociaż dla wielu nazwanie 26milowego marszu spacerem mogłoby się wydać delikatnym niedopowiedzeniem – odbywającego się  corocznie na Isle of Wight w Wielkiej Brytanii spacerowego festiwalu [walk festival – kto ma lepsze tłumaczenie niech się zgłosi :)] Isle of Wight Walking Festival.  Trasa spaceru prowadzi w poprzek wyspy z Bembridge na wschodzie poprzez zamek w Carisbrooke do Needles na zachodzie wyspy. Wybrać można jedną z trzech opcji:

  • przejście całej trasy – 26.5 mili
  • przejście tylko pierwszej połowy do zamku Carisbrooke – 12.5 mili
  • przejście tylko drugiej połowy od Carisbrooke do Needles – 14 mil

Wszystko, jak to często bywa, zaczęło się od dwóch pasjonatów porannych spacerów, którzy pewnego dnia wraz z przyjaciółmi postanowili przejść wyspę z jednego końca na drugi. Byli to Bill Bradle i Frank Stevens, którzy chcieli pokazać innym piękno wyspy. Wkrótce pojawił się pomysł, że spacerowiczów można sponsorować, a że znaleźli się i sponsorzy i cel – rezonans magnetyczny – spacery stały się sponsorowane. Wkrótce pojawił się na wyspie nie tylko nowy rezonans, ale także tomograf, a następnie celem zostało Hospicjum im. Hrabiego Mountbattena, które jest beneficjentem Walk the Wight do dziś. Dwudziestu pięciu spacerujących zmieniło się w około dwanaście tysięcy, a Walk the Wight stał się największym tego typu wydarzeniem w Europie.

W tym roku Walk the Wight odbył się po raz 28 i była to o tyle specjalna edycja, że wśród idących byłam ja, a co więcej – nie umarłam na trasie i mogę Wam teraz o tym opowiedzieć.

28th Walk the Wight

Na Walk wybrałam się z siostrą i kilkorgiem jej znajomych. Wybraliśmy do przejścia drugą połowę po pierwsze dlatego, że pierwsza podobno [Sylwia szła całość wcześniej, no i mieszka na wyspie] jest nudna, a po drugie – bo trochę się bałam tylu mil pamiętając, że bywa tam stromo i może padać. Jak na większości naszych tras podczas tego pobytu Sylwia zdołała nas zgubić jeszcze zanim dotarliśmy na start trasy, gdzie miałyśmy się spotkać z resztą grupy. Na szczęście udało nam się jakoś spotkać i ruszyliśmy w trasę.

Wiecie co? Nie było tak źle. Nie zaszkodziłoby, gdybym była w odrobinę lepszej kondycji, albo gdybym przez ostatni rok chodziła coś więcej, niż z auta i do auta [stopy mi prawie odpadły], ale atmosfera Walku, pogoda, widoki, towarzystwo sprawiły, że było naprawdę fajnie, dość łatwo i przyjemnie.

Na trasie zlokalizowane były miejsca, w których można było skorzystać z toi toia, wpisać sobie międzyczas na specjalną kartę, coś zjeść i odpocząć, ale nasi towarzysze mieli już konkretne miejsce na odpoczynek w planach, więc nie zostawaliśmy dłużej w żadnym z nich. Podobało mi się, że myśleli tam nie tylko o ludziach, ale także o towarzyszących im psach, dla których była woda i przysmaki.

Jedna ze stref postojowych – miejsce na piciu, siku i nawet ciasteczka dawali. Dla psów też były ciasteczka.

Kiedy w końcu zatrzymaliśmy się na przerwę, okazało się, że miałyśmy całkiem inne podejście do tematu. W Polsce na takiej przerwie każdy, tak jak my teraz wyciągał kanapkę, zjadał ją, popijał czymś  i szło się dalej. Tutaj w ruch poszły dania obiadowe, sałatki i – jak mogłoby się bez tego obyć – paczuszka chipsów na koniec. Do tego kawka, herbatka, klachy…. 🙂 Troszeczkę mi się nudziło – kanapka i power bar nie trwały tak długo 🙂

Popas gdzieś za połową, na tyle długi – co niektórzy zabrali ze sobą cały piknik – że mogłam się zdrzemnąć
Tu było już widać gdzie się kończy trasa – i nie wiem czy to było dobre czy nie 🙂
Jeszcze parę podejść i zejść i można będzie odpocząć

Jak zauważyliście na zdjęciach mieliśmy piękną pogodę, ale wyobraźcie sobie, że idziecie tą trasą w deszczowy, wietrzny dzień [a tam potrafi wiać]. Jest zimno i ciemno i macie dość i nagle słyszycie w oddali dudy. Oczywiście myślicie, że z głodu, chłodu i zmęczenia dostaliście halucynacji – tak moja siostra dowiedziała się o Szkocie, który zawsze jest z dudami na końcu trasy. Ja byłam uprzedzona – plus w pełnym słońcu było zdecydowanie mniej szkocko, ale nadal – dźwięk dud sprawił mi sporo radości 🙂 w końcu koniec.

iow walk the wight
Szkot grający na dudach na końcu Walk of Wight

A na każdym końcu musi być nagroda i myślę, że widok Alum Bay spokojnie może za taką robić…

iow walk the wight needles
Cudowny widok na koniec Walk the Wight – Alum Bay w pełnej krasie

Oczywiście dostaliśmy też medale! Daaaaa Ahhhhh 🙂

Na mecie z medalami

Odwiedź Isle of Wight

Wyspa Wight, to doskonałe miejsce na wakacje i na pewno nie jeden raz jeszcze na blogu zagości, a jeśli Wy szukacie miejsca na wakacje z dala od zgiełku dużych miast, wśród przepięknych krajobrazów, gdzie możecie wędrować godzinami wzdłuż klifów, przez lasy i pola rozważcie wybór Wight.

Na zachętę polecam instagrama wyspy, na którym znajdziecie zdjęcia z tego raju 🙂 WEŹ MNIE DO RAJU

 

“Take it and come to the Isle of Wight: 
Where, far from the noise of smoke and town,
I watch the twilight falling brown
All around a careless-ordered garden,
Close to the ridge of a noble down.”

~ Alfred, Lord Tennyson