Mobile Photo Trip Tychy

Tychy to „moje” miasto, więc nie mogło mnie nie być na Mobile Photo Trip Tychy. Nawet, gdybym musiała iść na doczepkę. Na szczęście załapałam się do ekipy i 8 grudnia ruszyłam z resztą na zwiedzanie Tychów.

MOBILE PHOTO TRIP

Ideą mobile photo tripów jest rozwój i promowanie fotografii i fotografów mobilnych. W tym celu ludzie współdzielący pasję do mobilnej fotografii spotykają się w różnych miejscach Polski, wymieniają doświadczeniami i dzielą umiejętnościami, a przy okazji poznają okolicę. Efekty tych spotkań można obserwować na instagramie. Co miesiąc od września do czerwca spotkanie odbywa się w innym mieście.

TYCHY

Wycieczka obejmowała jedynie część tyskich standardów. Zaczęliśmy od Browaru Obywatelskiego, przeszliśmy przez osiedle A, a następnie – dzięki uprzejmości TLT, czyli Tyskich Linii Trolejbusowych, odbyliśmy wycieczkę objazdową od mozaiki pod szkołą zegowską, przez kościół Ducha Świętego, Bramę Słońca po Paprocany.

 

Dawno nie byłam tak zdziwiona, jak wtedy, kiedy trajtek porzucił swoją trasę i bez podpiętych szelek wjechał pod szkołę.

Mobile Photo Trip Tychy Browar Obywatelski
Tichauer – Browar Obywatelski Tychy
Mobile Photo Trip Tychy Paprocany
Kaczki na Paprocanach

W planach był jeszcze Urząd Miasta i Park Miejski oraz spacer na Plac Baczyńskiego przez Park Niedźwiadków, ale jak to bywa z dużą grupą – zabrakło czasu. Wszyscy się ciągle rozłazili i nie umieli być nigdzie na czas – nie rzucam kamieniem, też nie jestem bez winy.

Po przerwie obiadowej na Placu Baczyńskiego wybraliśmy się na wycieczkę do Browaru Książęcego. Wycieczka, i degustacja po niej, były sponsorowane przez browar. Tam skończyła się oficjalna część tripu.

 

Wszystkie opublikowane zdjęcia z tripu znajdziecie na Instagramie. // Krótka relacja z Mobile Photo Trip Częstochowa na blogu.

 

 

#mobilephototrip – Częstochowa

17 listopada wylądowałam w Częstochowie w ramach czwartej edycji Mobile Photo Trip, która przypada na 2018/2019 rok i zakłada odwiedzenie z telefonami komórkowymi 10 miejsc. Częstochowa w listopadzie, a w planach Zielona Góra, Świdnica, Kłodzko, Wałbrzych, Opole, Gdynia i już w grudniu – moje własne miasto – Tychy.

Mobile Photo Trip Częstochowa – pierwszy raz mnie ktoś nazwał fotografem 🙂

Mobile Photo Trip

Ideą mobile photo tripów jest rozwój i promowanie fotografii i fotografów mobilnych. W tym celu ludzie współdzielący pasję do mobilnej fotografii spotykają się w różnych miejscach Polski, wymieniają doświadczeniami i dzielą umiejętnościami, a przy okazji poznają okolicę. Efekty tych spotkań można obserwować na instagramie. Co miesiąc od września do czerwca spotkanie odbywa się w innym mieście.

Częstochowa

Częstochowa nigdy mi się nie podobała. Komuś, kto musi przez nią przejeżdżać kojarzy się tylko źle – ograniczenia, korki, dziury w drodze lub tarka zamiast asfaltu, radary… Widoki z drogi też nie zachęcały do polubienia miasta – setki reklam, postkomunistyczne budy z blachy falistej… Oczywiście więcej dziur i wiecznie trwające roboty drogowe. O próbach przedostania się przez miasto w sierpniu nie wspomnę – pamiętam przynajmniej dwie takie jazdy autokarem przez Częstochowę w tym miesiącu, które skutkowały kliku godzinnymi opóźnieniami.

Jedyna wycieczka do Częstochowy na jaką pojechałam nie poprawiła jej wizerunku w mojej głowie, ale czemu nie próbować dalej? 🙂 Po kilku latach, które minęły od mojej ostatniej wizyty wiele się mogło zmienić, ale niestety wiele się nie zmieniło. Może Częstochowa nie jest taka brzydka, jak mi się wydawało, ale zdecydowanie jest nudna. Bardzo nudna. I brzydka też – ruiny praktycznie w środku miasta nie powinny się znajdować i ciężko mi wymyślić powód, dla którego nikt takich miejsc nie porządkuje.

 

 

Mimo wszystko jest jedna rzecz, którą zdecydowanie warto w Częstochowie obejrzeć, a są to murale. Jak będziecie w mieście – choćby przejazdem – warto zerknać. Świetna ściana znajduje się na przykład przy dworcu PKP; mural Wieża Babel jest przy placu, na którym znajduje się ratusz.

 

Zapraszam na profil Mobile Photo Trip, a kto chce, może się jeszcze załapie na wycieczkę do Tychów, albo innego miejsca na mapie tej edycji. Warto również przejrzeć zdjęcia uczestników wycieczki – wystarczy wyszukać #mobilephototrip_czestochowa na instgramie 🙂 Miłego oglądania.

Swego nie znacie… Skansen w Chorzowie

„Swego nie znacie…” to blogowy cykl o podróżach najmniejszych, po najbliższej okolicy Tychów, w których mieszkam, a których okolice zawsze traktowałam po macoszemu. O zwiedzaniu Katowic, które zawsze były tylko miejscem, w które się jechało na ciuchy, Bielska – które było jedynie bazą wypadową w góry i innych miejsc, które nie wydają się być ciekawe, a są.

To w tytule, to nie pomyłka – w Chorzowie, obok Parku – który nawiasem mówiąc jest ogromny, czego nie pamiętałam z dzieciństwa – i zoo jest skansen, o którym nie miałam pojęcia. I na pewno sporo z Was też o nim nie wie. Dowiedziałam się o nim przypadkiem patrząc na mapę google, żeby dowiedzieć się, jak wrócić do auta i poszłam bez najmniejszych oczekiwań, gotowa wyjść po pięciu minutach. Spędziłam tam ze trzy godziny 🙂

Skansen w Chorzowie

Skansen w Chorzowie to Muzeum „Górnośląski Park Etnograficzny w Chorzowie”. Na jego terenie znajdziecie sporo gospodarstw – z wyposażeniem z różnych rejonów Górnego Śląska, młyn, kapliczki, dwa kościoły – łącznie ponad 100 obiektów. Można wejść do chat zamożnych chłopów – które chyba najmniej mi się podobały jeśli chodzi o wnętrza – i tych biedniejszych, obejrzeć używane przez nich sprzęty i przedmioty codziennego użytku. Są wozy, są zwierzątka… W najdalej położonym punkcie zaułek zmory – co tłumaczy się najwyraźniej jako chatę zielarki. Jest karczma, w której można się napić naprawdę dobrego piwa… Ale co dla mnie najpiękniejsze – w samym środku wielkiej aglomeracji śląskiej, wśród pachnących lip i śpiewu ptaków i całego tego drewna poczuć się sielsko, anielsko i wiejsko i po prostu odetchnąć.

Krajobraz - skansen w Chorzowie

Skansen w Chorzowie - chata

Sklep - skansen w Chorzowie
Wiejski sklep

skansen w Chorzowie - wnętrze chaty

Zaułek zmory

Moim ulubionym miejscem, z którym konkuruje może jedynie zagroda z koniem, jest Zaułek Zmory, czyli – mniej romantycznie – chałupa z Kaliny z 1851 roku. Ekspozycja wewnątrz dotyczy ziołolecznictwa ludowego, a pod oknami rośnie mięta, melisa i inne zioła. W domu na ścianach suszone bukiety roślin, przyjemny chłodek… Dookoła cisza, bo chata położona trochę na uboczu w najdalszym zakątku parku. Przed domem ławeczka… Wprowadzałabym się dzisiaj 🙂 Nawet mogę się przebrać i te zioła zbierać, suszyć, ważyć napary… Przynajmniej do tej pracy nie musiałabym nakładać make-up’u.

Zaułek Zmory w skansenie w Chorzowie
Wnętrze domu – jest w czym warzyć 

Pozostałe atrakcje w muzeum

W skansenie możecie urządzić ognisko, zorganizować dziecku urodziny, czy nawet zorganizować ślub – wynająć drewniany kościółek, a wesele urządzić w jednej z zagród. Jeśli to trochę za dużo – można wpaść na sesję plenerową. Oczywiście po przekazaniu odpowiedniej sumy polskich złotych.

Kościół w muzeum w Chorzowie
Drewniany kościół z Nieboczowa z 1791 roku

W wyznaczonych godzinach i dniach można w muzeum wysłuchać dobranocki – opowieści i bajań, albo strasznych historii – podobno tylko dla ludzi o mocnych nerwach.

strona muzeum //

Trasa rowerowa Władysławowo – Hel

Obie z mamą nie przepadamy za leżeniem na plaży i prażeniem się w słońcu – chociaż ciepełko jest pośród rzeczy przez nas bardzo lubianych, dlatego podczas wakacyjnego pobytu w Jastrzębiej Górze starałyśmy się urozmaicać  czas wycieczkami i różnymi aktywnościami. Jeden z dni poświęciłyśmy na wycieczkę rowerową do Helu, która wiodła trasą rowerową Władysławowo – Hel.  Dołożyłyśmy do niej jeszcze dojazd z Jastrzębiej Góry, w której wynajęłyśmy rowery, do Władysławowa.

TRASA ROWEROWA WŁADYSŁAWOWO - HEL

Trasa naszej wycieczki przedstawiała się tak:

rowerem: Jastrzębia Góra – Władysławowo – Chałupy – Kuźnica – Jastarnia – Jurata – Hel – kutrem: Hel – Jastarnia, rowerem: Jastarnia – Kuźnica – Chałupy – Władysławowo – Jastrzębia Góra

Jak widać trochę oszukiwałyśmy i w Helu zmieniłyśmy środek transportu. Udało nam się dzięki temu zaoszczędzić trochę czasu na obiad 🙂

Władysławowo, Chałupy

Przejazd przez Władysławowo i Chałupy z powodu dużej ilości pieszych chodzących drogą dla rowerów jest najmniej przyjemną częścią trasy. Po jednej stronie mamy drogę, po drugiej pola biwakowe i namiotowe. Jest ruch, nie da się szybko jechać i trzeba cały czas uważać na auta i ludzi. Na szczęście ten etap podróży nie jest zbyt długi. Dalsza jazda ścieżką, to już czysta przyjemność.

TRASA ROWEROWA WŁADYSŁAWOWO - HEL
ROWEREM PRZEZ PÓŁWYSEP HELSKI, XIĄŻĘ XAWERY W CHAŁUPACH

W Chałupach częstym widokiem są windsurferzy. Przy sprzyjającej pogodzie niebo i woda usiane są żaglami, a brzegi fotografującymi je turystami.

TRASA ROWEROWA WŁADYSŁAWOWO - HEL
ROWEREM PRZEZ PÓŁWYSEP HELSKI, PORT CHAŁUPY

Kuźnica

Kuźnica spodobała mi się najbardziej, spośród wszystkich miejscowości na trasie. Może nie zachwyca architekturą, wielkim portem, ujmuje za to spokojem i brakiem turystycznego zgiełku. W szczycie sezonu na plaży nie było tłumów, ani skomplikowanych budowli parawaniarskich. Nie widziałam straganów z tandetnymi pamiątkami, nie unosił się smród spalonego oleju… Jednym słowem – Kuźnica to całkowite przeciwieństwo Władysławowa. W morzu się nie kąpałyśmy, ale widać było, że woda jest dość płytka i spokojna, co może być atutem dla osób chcących spędzić wakacje nad morzem z dziećmi.

W Kuźnicy spodobało nam się na tyle, że zatrzymałyśmy się na chwilę odpoczynku. W restauracji Przetwórnia wzięłyśmy deczko za słodką lemoniadę, podaną – oczywiście 🙂 – w słoiku oraz przepyszne ciasto czekoladowe. Takie, które może się śnić po nocach.

Jastarnia

Jastarnia to miejscowość typowo turystyczna, dlatego przejechałyśmy przez nią szybko. Jest tam sporo turystów, a także podturystycznych rozrywek i straganów. Znajduje sę tam też molo z lunetami.

Jurata

„W pewnej chwili rozwarły się fale morza i wynurzyła się z nich młoda nadzwyczaj urokliwa dziewczyna. (…) – Nie lękajcie się – odezwała się (…) melodyjnym głosem – jestem królową tej wody. (…) Zwą mnie Jurata.”

TRASA ROWEROWA WŁADYSŁAWOWO - HEL
MOLO W JURACIE, WYCIECZKA ROWEREM PRZEZ PÓŁWYSEP HELSKI

Za Juratą tracimy z oczu wodę, a trasa staje się mniej cywilizowana, za to bardziej ciekawa.  Gruntowa ścieżka prowadzi wzdłuż drogi po zalesionych wydmach więc płaskich odcinków jest niewiele. Zakręty, podjazdy, zjazdy… Mi krew zaczęła w końcu szybciej krążyć w żyłach, a mama „przesiadła się” na asfalt stwierdzając, że dla niej jednak emocji na tym odcinku trasy jest trochę za dużo. Taką trasą dojeżdżamy do Helu, który okazał się bardzo uroczym, chociaż niestety lekko tłocznym miasteczkiem.

TRASA ROWEROWA WŁADYSŁAWOWO - HEL
WYCIECZKA ROWEROWA PRZEZ PÓŁWYSEP HELSKI, NIEDALEKO HELU

Hel

Jako że czas płynął nieubłaganie, a i nasze nieprzyzwyczajone do dłuższych tras pupy miały trochę dość, zdecydowałyśmy się na zmianę środka transportu i wsiadłyśmy na kuter do Jastarni. Rejs trwał około godziny i był miłą odmianą po ponad czterdziestu kilometrach w siodełku. Dla dodatkowych pozytywnych wrażeń kapitan poczęstował nas domowym ciastem 🙂 Z pokładu miałyśmy możliwość objęcia wzrokiem półwyspu od Helu do Jastarni i dystans dzielący oba te miasteczka robił wrażenie. A przecież była to jedynie część trasy.

Dobre rady

Osobom planującym tak długą trasę rowerową proponuję zaopatrzyć się w łatki do dętek lub zapasową dętkę odpowiedniego rozmiaru. Niestety „udało” mi się złapać gumę i ostatnie prawie 10km musiałam przejść pieszo, bo jedyna napotkana po drodze wypożyczalnia rowerów nie miała dętek w potrzebnym rozmiarze.


Liczby:

  • Długość trasy Jastrzębia Góra – Hel: 42km
  • Długość trasy Jastarnia – Jastrzębia Góra: 28km
  • Ilość przejechanych kilometrów: 70
  • Koszt wynajęcia rowerów w Jastrzębiej Górze: 30-40zł/rower/dzień lub dobę [zależy od wypożyczalni]

Linki: