• Polska,  Swego nie znacie...,  Travel

    Swego nie znacie… Skansen w Chorzowie

    „Swego nie znacie…” to blogowy cykl o podróżach najmniejszych, po najbliższej okolicy Tychów, w których mieszkam, a których okolice zawsze traktowałam po macoszemu. O zwiedzaniu Katowic, które zawsze były tylko miejscem, w które się jechało na ciuchy, Bielska – które było jedynie bazą wypadową w góry i innych miejsc, które nie wydają się być ciekawe, a są.

    To w tytule, to nie pomyłka – w Chorzowie, obok Parku – który nawiasem mówiąc jest ogromny, czego nie pamiętałam z dzieciństwa – i zoo jest skansen, o którym nie miałam pojęcia. I na pewno sporo z Was też o nim nie wie. Dowiedziałam się o nim przypadkiem patrząc na mapę google, żeby dowiedzieć się, jak wrócić do auta i poszłam bez najmniejszych oczekiwań, gotowa wyjść po pięciu minutach. Spędziłam tam ze trzy godziny 🙂

    Skansen w Chorzowie

    Skansen w Chorzowie to Muzeum „Górnośląski Park Etnograficzny w Chorzowie”. Na jego terenie znajdziecie sporo gospodarstw – z wyposażeniem z różnych rejonów Górnego Śląska, młyn, kapliczki, dwa kościoły – łącznie ponad 100 obiektów. Można wejść do chat zamożnych chłopów – które chyba najmniej mi się podobały jeśli chodzi o wnętrza – i tych biedniejszych, obejrzeć używane przez nich sprzęty i przedmioty codziennego użytku. Są wozy, są zwierzątka… W najdalej położonym punkcie zaułek zmory – co tłumaczy się najwyraźniej jako chatę zielarki. Jest karczma, w której można się napić naprawdę dobrego piwa… Ale co dla mnie najpiękniejsze – w samym środku wielkiej aglomeracji śląskiej, wśród pachnących lip i śpiewu ptaków i całego tego drewna poczuć się sielsko, anielsko i wiejsko i po prostu odetchnąć.

    Krajobraz - skansen w Chorzowie

    Skansen w Chorzowie - chata

    Sklep - skansen w Chorzowie
    Wiejski sklep

    skansen w Chorzowie - wnętrze chaty

    Zaułek zmory

    Moim ulubionym miejscem, z którym konkuruje może jedynie zagroda z koniem, jest Zaułek Zmory, czyli – mniej romantycznie – chałupa z Kaliny z 1851 roku. Ekspozycja wewnątrz dotyczy ziołolecznictwa ludowego, a pod oknami rośnie mięta, melisa i inne zioła. W domu na ścianach suszone bukiety roślin, przyjemny chłodek… Dookoła cisza, bo chata położona trochę na uboczu w najdalszym zakątku parku. Przed domem ławeczka… Wprowadzałabym się dzisiaj 🙂 Nawet mogę się przebrać i te zioła zbierać, suszyć, ważyć napary… Przynajmniej do tej pracy nie musiałabym nakładać make-up’u.

    Zaułek Zmory w skansenie w Chorzowie
    Wnętrze domu – jest w czym warzyć 

    Pozostałe atrakcje w muzeum

    W skansenie możecie urządzić ognisko, zorganizować dziecku urodziny, czy nawet zorganizować ślub – wynająć drewniany kościółek, a wesele urządzić w jednej z zagród. Jeśli to trochę za dużo – można wpaść na sesję plenerową. Oczywiście po przekazaniu odpowiedniej sumy polskich złotych.

    Kościół w muzeum w Chorzowie
    Drewniany kościół z Nieboczowa z 1791 roku

    W wyznaczonych godzinach i dniach można w muzeum wysłuchać dobranocki – opowieści i bajań, albo strasznych historii – podobno tylko dla ludzi o mocnych nerwach.

    strona muzeum //

  • Polska,  Rowerem,  Travel

    Trasa rowerowa Władysławowo – Hel

    Obie z mamą nie przepadamy za leżeniem na plaży i prażeniem się w słońcu – chociaż ciepełko jest pośród rzeczy przez nas bardzo lubianych, dlatego podczas wakacyjnego pobytu w Jastrzębiej Górze starałyśmy się urozmaicać  czas wycieczkami i różnymi aktywnościami. Jeden z dni poświęciłyśmy na wycieczkę rowerową do Helu, która wiodła trasą rowerową Władysławowo – Hel.  Dołożyłyśmy do niej jeszcze dojazd z Jastrzębiej Góry, w której wynajęłyśmy rowery, do Władysławowa.

    TRASA ROWEROWA WŁADYSŁAWOWO - HEL

    Trasa naszej wycieczki przedstawiała się tak:

    rowerem: Jastrzębia Góra – Władysławowo – Chałupy – Kuźnica – Jastarnia – Jurata – Hel – kutrem: Hel – Jastarnia, rowerem: Jastarnia – Kuźnica – Chałupy – Władysławowo – Jastrzębia Góra

    Jak widać trochę oszukiwałyśmy i w Helu zmieniłyśmy środek transportu. Udało nam się dzięki temu zaoszczędzić trochę czasu na obiad 🙂

    Władysławowo, Chałupy

    Przejazd przez Władysławowo i Chałupy z powodu dużej ilości pieszych chodzących drogą dla rowerów jest najmniej przyjemną częścią trasy. Po jednej stronie mamy drogę, po drugiej pola biwakowe i namiotowe. Jest ruch, nie da się szybko jechać i trzeba cały czas uważać na auta i ludzi. Na szczęście ten etap podróży nie jest zbyt długi. Dalsza jazda ścieżką, to już czysta przyjemność.

    TRASA ROWEROWA WŁADYSŁAWOWO - HEL
    ROWEREM PRZEZ PÓŁWYSEP HELSKI, XIĄŻĘ XAWERY W CHAŁUPACH

    W Chałupach częstym widokiem są windsurferzy. Przy sprzyjającej pogodzie niebo i woda usiane są żaglami, a brzegi fotografującymi je turystami.

    TRASA ROWEROWA WŁADYSŁAWOWO - HEL
    ROWEREM PRZEZ PÓŁWYSEP HELSKI, PORT CHAŁUPY

    Kuźnica

    Kuźnica spodobała mi się najbardziej, spośród wszystkich miejscowości na trasie. Może nie zachwyca architekturą, wielkim portem, ujmuje za to spokojem i brakiem turystycznego zgiełku. W szczycie sezonu na plaży nie było tłumów, ani skomplikowanych budowli parawaniarskich. Nie widziałam straganów z tandetnymi pamiątkami, nie unosił się smród spalonego oleju… Jednym słowem – Kuźnica to całkowite przeciwieństwo Władysławowa. W morzu się nie kąpałyśmy, ale widać było, że woda jest dość płytka i spokojna, co może być atutem dla osób chcących spędzić wakacje nad morzem z dziećmi.

    W Kuźnicy spodobało nam się na tyle, że zatrzymałyśmy się na chwilę odpoczynku. W restauracji Przetwórnia wzięłyśmy deczko za słodką lemoniadę, podaną – oczywiście 🙂 – w słoiku oraz przepyszne ciasto czekoladowe. Takie, które może się śnić po nocach.

    Jastarnia

    Jastarnia to miejscowość typowo turystyczna, dlatego przejechałyśmy przez nią szybko. Jest tam sporo turystów, a także podturystycznych rozrywek i straganów. Znajduje sę tam też molo z lunetami.

    Jurata

    „W pewnej chwili rozwarły się fale morza i wynurzyła się z nich młoda nadzwyczaj urokliwa dziewczyna. (…) – Nie lękajcie się – odezwała się (…) melodyjnym głosem – jestem królową tej wody. (…) Zwą mnie Jurata.”

    TRASA ROWEROWA WŁADYSŁAWOWO - HEL
    MOLO W JURACIE, WYCIECZKA ROWEREM PRZEZ PÓŁWYSEP HELSKI

    Za Juratą tracimy z oczu wodę, a trasa staje się mniej cywilizowana, za to bardziej ciekawa.  Gruntowa ścieżka prowadzi wzdłuż drogi po zalesionych wydmach więc płaskich odcinków jest niewiele. Zakręty, podjazdy, zjazdy… Mi krew zaczęła w końcu szybciej krążyć w żyłach, a mama „przesiadła się” na asfalt stwierdzając, że dla niej jednak emocji na tym odcinku trasy jest trochę za dużo. Taką trasą dojeżdżamy do Helu, który okazał się bardzo uroczym, chociaż niestety lekko tłocznym miasteczkiem.

    TRASA ROWEROWA WŁADYSŁAWOWO - HEL
    WYCIECZKA ROWEROWA PRZEZ PÓŁWYSEP HELSKI, NIEDALEKO HELU

    Hel

    Jako że czas płynął nieubłaganie, a i nasze nieprzyzwyczajone do dłuższych tras pupy miały trochę dość, zdecydowałyśmy się na zmianę środka transportu i wsiadłyśmy na kuter do Jastarni. Rejs trwał około godziny i był miłą odmianą po ponad czterdziestu kilometrach w siodełku. Dla dodatkowych pozytywnych wrażeń kapitan poczęstował nas domowym ciastem 🙂 Z pokładu miałyśmy możliwość objęcia wzrokiem półwyspu od Helu do Jastarni i dystans dzielący oba te miasteczka robił wrażenie. A przecież była to jedynie część trasy.

    Dobre rady

    Osobom planującym tak długą trasę rowerową proponuję zaopatrzyć się w łatki do dętek lub zapasową dętkę odpowiedniego rozmiaru. Niestety „udało” mi się złapać gumę i ostatnie prawie 10km musiałam przejść pieszo, bo jedyna napotkana po drodze wypożyczalnia rowerów nie miała dętek w potrzebnym rozmiarze.


    Liczby:

    • Długość trasy Jastrzębia Góra – Hel: 42km
    • Długość trasy Jastarnia – Jastrzębia Góra: 28km
    • Ilość przejechanych kilometrów: 70
    • Koszt wynajęcia rowerów w Jastrzębiej Górze: 30-40zł/rower/dzień lub dobę [zależy od wypożyczalni]

    Linki:

  • Isle of Wight, UK,  Travel,  Wielka Brytania

    28th Walk the Wight – czyli największy sponsorowany spacer w Europie

    Walk the Wight – co to takiego?

    Walk the Wight nazywany jest najdłuższym spacerem na świecie. Jest to 26-milowy marsz, będący częścią corocznego Isle of Wight Walking Festival. IoWWF jest trwającym około 2 tygodnie festiwalem hikingu, podczas którego organizowane są spacery z przewodnikami na kilkudziesięciu trasach. Walk the Wight to trasa kulminacyjna festiwalu. Trasa prowadzi w poprzek wyspy Isle of Wight – od Bembridge na wschodzie, poprzez zamek w Carisbrooke, do Needles na zachodzie. Wybrać można jedną z trzech opcji:

    • cała trasa – 26.5 mili
    • pierwsza połowa do zamku Carisbrooke – 12.5 mili
    • druga połowa od Carisbrooke do Needles – 14 mil

    Wszystko, jak to często bywa, zaczęło się od dwóch pasjonatów porannych spacerów, którzy pewnego dnia wraz z przyjaciółmi postanowili przejść wyspę z jednego końca na drugi. Byli to Bill Bradle i Frank Stevens, którzy chcieli pokazać innym piękno wyspy. Wkrótce pojawił się pomysł, że spacerowiczów można sponsorować, a że znaleźli się i sponsorzy i cel – rezonans magnetyczny – spacery stały się sponsorowane. Wkrótce pojawił się na wyspie nie tylko nowy rezonans, ale także tomograf, a następnie celem zostało Hospicjum im. Hrabiego Mountbattena, które jest beneficjentem Walk the Wight do dziś. Dwudziestu pięciu spacerujących zmieniło się w około dwanaście tysięcy, a Walk the Wight stał się największym tego typu wydarzeniem w Europie.

    W tym roku Walk the Wight odbył się po raz 28 i była to o tyle specjalna edycja, że wśród idących byłam ja, a co więcej – nie umarłam na trasie i mogę Wam teraz o tym opowiedzieć.

    28th Walk the Wight

    Na Walk wybrałam się z siostrą i kilkorgiem jej znajomych. Wybraliśmy do przejścia drugą połowę po pierwsze dlatego, że pierwsza podobno [Sylwia szła całość wcześniej, no i mieszka na wyspie] jest nudna, a po drugie – bo trochę się bałam tylu mil pamiętając, że bywa tam stromo i może padać. Jak na większości naszych tras podczas tego pobytu Sylwia zdołała nas zgubić jeszcze zanim dotarliśmy na start trasy, gdzie miałyśmy się spotkać z resztą grupy. Na szczęście udało nam się jakoś spotkać i ruszyliśmy w trasę.

    Wiecie co? Nie było tak źle. Nie zaszkodziłoby, gdybym była w odrobinę lepszej kondycji, albo gdybym przez ostatni rok chodziła coś więcej, niż z auta i do auta [stopy mi prawie odpadły], ale atmosfera Walku, pogoda, widoki, towarzystwo sprawiły, że było naprawdę fajnie, dość łatwo i przyjemnie.

    Na trasie zlokalizowane były miejsca, w których można było skorzystać z toi toia, wpisać sobie międzyczas na specjalną kartę, coś zjeść i odpocząć, ale nasi towarzysze mieli już konkretne miejsce na odpoczynek w planach, więc nie zostawaliśmy dłużej w żadnym z nich. Podobało mi się, że myśleli tam nie tylko o ludziach, ale także o towarzyszących im psach, dla których była woda i przysmaki.

    Jedna ze stref postojowych – miejsce na piciu, siku i nawet ciasteczka dawali. Dla psów też były ciasteczka.

    Kiedy w końcu zatrzymaliśmy się na przerwę, okazało się, że miałyśmy całkiem inne podejście do tematu. W Polsce na takiej przerwie każdy, tak jak my teraz wyciągał kanapkę, zjadał ją, popijał czymś  i szło się dalej. Tutaj w ruch poszły dania obiadowe, sałatki i – jak mogłoby się bez tego obyć – paczuszka chipsów na koniec. Do tego kawka, herbatka, klachy…. 🙂 Troszeczkę mi się nudziło – kanapka i power bar nie trwały tak długo 🙂

    Popas gdzieś za połową, na tyle długi – co niektórzy zabrali ze sobą cały piknik – że mogłam się zdrzemnąć
    Tu było już widać gdzie się kończy trasa – i nie wiem czy to było dobre czy nie 🙂
    Jeszcze parę podejść i zejść i można będzie odpocząć

    Jak zauważyliście na zdjęciach mieliśmy piękną pogodę, ale wyobraźcie sobie, że idziecie tą trasą w deszczowy, wietrzny dzień [a tam potrafi wiać]. Jest zimno i ciemno i macie dość i nagle słyszycie w oddali dudy. Oczywiście myślicie, że z głodu, chłodu i zmęczenia dostaliście halucynacji – tak moja siostra dowiedziała się o Szkocie, który zawsze jest z dudami na końcu trasy. Ja byłam uprzedzona – plus w pełnym słońcu było zdecydowanie mniej szkocko, ale nadal – dźwięk dud sprawił mi sporo radości :). w końcu koniec.

    iow walk the wight
    Szkot grający na dudach na końcu Walk of Wight

    Na każdym końcu musi być nagroda i myślę, że widok Alum Bay spokojnie może za taką robić…

    iow walk the wight needles
    Cudowny widok na koniec Walk the Wight – Alum Bay w pełnej krasie

    Oczywiście dostaliśmy też medale!

    Na mecie z medalami

    Odwiedź Isle of Wight

    Wyspa Wight, to doskonałe miejsce na wakacje i na pewno nie jeden raz jeszcze na blogu zagości, a jeśli Wy szukacie miejsca na wakacje z dala od zgiełku dużych miast, wśród przepięknych krajobrazów, gdzie możecie wędrować godzinami wzdłuż klifów, przez lasy i pola rozważcie wybór Wight.

    Na zachętę polecam instagrama wyspy, na którym znajdziecie zdjęcia z tego raju 🙂 WEŹ MNIE DO RAJU

    “Take it and come to the Isle of Wight: 
    Where, far from the noise of smoke and town,
    I watch the twilight falling brown
    All around a careless-ordered garden,
    Close to the ridge of a noble down.”

    ~ Alfred, Lord Tennyson